AFF Fiction Portal
GroupsMembersexpand_more
person_addRegisterexpand_more

Fairy Tail: Pi�kne i Bestia

By: Ormael13
folder Misc. Non-English › Anime
Rating: Adult +
Chapters: 4
Views: 1,120
Reviews: 0
Recommended: 0
Currently Reading: 0
Disclaimer: Fairy Tail i wszelkie postacie tam wystêpuj±ce s± w³asno¶ci± Hiro Mashima. Nie mam ¿adnych zysków z pisania tego fanficka.
arrow_back Previous

Obezw�adniaj�ca moc

Rozdzia³ 4: Obezw³adniaj±ca moc

"Nie tutaj. Ale wezmê co¶. Nie mia³em nic w ustach od dwóch dni," odpar³ spokojnie m³odszy z Kruków zamawiaj±c jedzenie na wynos.

"Wiêc mów w koñcu," ponagli³ go starszy Kruk kiedy znów szli.

"Mój pierworodny. Te jego niekontrolowany przemiany po tym co widzia³em przestaj± siê byæ dziwne. Znasz ró¿ne rodzaje dusz podczas magii przejêcia, prawda?"

"Podejrzewa³em, ¿e to mo¿e byæ to. Wiêc nic nad czym nale¿a³oby siê martwiæ, prawda? Chocia¿ zastanawiaj±ce sk±d posiada zdolno¶æ u¿ywaæ tej magi w tak m³odym wieku. Zazwyczaj magowie musz± osi±gn±æ odpowiedni wiek aby zacz±æ siê uczyæ," zamy¶li³ siê Bruce.

"My¶lê, ¿e odpowied¼ mo¿e byæ zaskakuj±ca. Powiedz ojcze jakimi wed³ug legend rodzajami magii w³ada³ Adam?" niemal beztrosko spyta³ Lionel.

"Adam? Hmm. Magia lodowego zabójcy, magia przejêcia ze smocz± dusz±, magia tytana i jeszcze jedna lub dwie, które nie mogê sobie teraz przypomnieæ," wylicza³ z pamiêci starszy z mê¿czyzn.

"Jak ka¿dy z naszej rodziny twój wnuk wykazywa³ ju¿ oznaki magii zabójców ale magia przejêcia ze smocz± dusz± i magia tytana chyba nie nale¿y do naszego dziedzictwa," granatow³osy mê¿czyzna spojrza³ w niebo.

"To pewne?"

"Tak na w³asne oczy widzia³em jego smocz± postaæ i posiadaj±c rozmiar jaki nie powinien osi±gn±æ przynajmniej przez kolejne piêtna¶cie do dwadziestu lat. Powinni¶my jak najszybciej spróbowaæ zasiêgn±æ rady Koriany co robiæ o ile odpowie," ca³kiem serio stwierdzi³.

"A nas czeka powa¿na rozmowa synu," g³os Brucea by³ nadzwyczaj powa¿ny. "I tym razem powiesz mi prawdê KIM jest naprawdê matka Arika i Koriko. Od tego teraz zale¿y ich przysz³o¶æ. Bo to, ¿e mog³e¶ sp³odziæ potwory nie mniejsze ni¿ Adam nie ulega w±tpliwo¶ci."

"Ehhh ba³em siê, ¿e ten dzieñ nadejdzie wcze¶niej lub pó¼niej," próbowa³ obróciæ w ¿art ca³± sytuacjê m³odszy z Kruków.

---

"Hmmm. Nie podejrzewa³am, ¿e bêdziesz a¿ tak przebieg³a aby wykorzystaæ go do ucieczki," stwierdzi³a Rigantona kiedy Ultear skoñczy³a kolejn± czê¶æ opowie¶ci.

"Nie wykorzysta³am jego tylko sposobno¶æ jaka siê nadarzy³a," odpar³a ca³kiem spokojnie. "Wiêc wracamy do nauki?"

"Tak," odpowiedzia³a krótko smoczyca i zaczê³a kolejn± lekcjê.

Dwa dni pó¼niej pod koniec kolejnego d³ugiego i pe³nego ró¿nego rodzaju lekcji powia³o ch³odnym powietrzem. Smoczyca spojrza³a w kierunku gdzie by³a ¶cie¿ka prowadz±ca na zewn±trz wyczuwaj±c stoj±cego na progu jaskini go¶cia, który nawet nie musia³ zaznaczaæ swoj± obecno¶ci± wype³niaj±c jaskiniê ch³odem.

"Idziesz gdzie¶?" spyta³a Ultear.

"Na chwilê. Zostañ tutaj," odpar³a smoczyca powoli oddalaj±c siê ku wyj¶ciu.

"Wiêc jednak Koriana nie raczy³a siê zjawiæ?" z wy¿szo¶ci± spojrza³a na stoj±c± przed wej¶ciem kobietê na oko nie maj±cej wiêcej ni¿ trzydzie¶ci lat.

"Nie powinna¶ przyk³adaæ zbytniej wagi do wygl±du. On mo¿e byæ zwodniczy," spokojnie odpar³a Korimi spogl±daj±c poza smoczycê.

"Szukasz kogo¶?" Rigantona spojrza³a za siebie nie zauwa¿aj±c magini czasu nigdzie w pobli¿u.

"S³ysza³am, ¿e niañczysz jakiego¶ dzieciaka. Nie chcia³am jej przestraszyæ. Choæ w sumiê muszê j± na nieco zabraæ. Masz co¶ przeciw?" niebieskooka kobieta spojrza³a w górê.

"Mo¿e to, ¿e nie chcê jej pu¶ciæ," powa¿nym g³osem odpar³a smoczyca.

"No có¿. 'On' w³a¶nie leci tutaj a przynajmniej przeleci nad twoj± jaskini± je¶li utrzyma kierunek jaki obra³ po ostatniej próbie 'ujarzmienia'," kobieta obróci³a siê i spojrza³a w niebo.

"Poczekaj chwilê," po d³u¿szej chwili namys³u odpar³a smoczyca i znikne³a w jaskini.

"Na jaki¶ czas przerwiemy naukê," powiedzia³a Rigantona do magini czasu.

"Czemu?" spyta³a Ultear mimo to pod±¿aj±c za smoczyc± na zewn±trz.

"O to siê jej spytaj," powiedzia³a dopiero kiedy znalaz³y siê na zewn±trz wskazuj±c stoj±c± przed wej¶ciem osobê. "Nie martw siê kiedy wrócisz przed wej¶cie wyjdê," doda³a zanim nie obróci³a siê i znikne³a w jaskini.

"Wiêc co siê sta³o tak wa¿nego, ¿e musia³am przerwaæ naukê?" spyta³a ukrywaj±c w¶ciek³o¶æ stoj±c± przed ni± kobietê.

"Nie wygl±dasz jako¶ specjalnie," stwierdzi³a Korimi powoli obchodz±c wokó³ i ogl±daj±c purpurow³os± kobietê. "My¶la³am, ¿e bêdziesz kim¶ bardziej wyj±tkowym."

Ultear kiedy by³a 'ogl±dana' spojrza³a na obchodz±c± j± osobê. D³ugie niemal dotykaj±ce ziemi b³êkitne w³osy, tej samej barwy oczy, do¶æ atrakcyjna figura o kszta³cie niemal idealnej klepsydry i bardzo d³ugie nogi. Jednym s³owem niemal ksi±¿kowy przyk³ad idea³u urody. "¯e jak?"

"Po pierwsze powinna¶ spytaæ nie co ale kto. A i mia³am wiêksze oczekiwania w stosunku m³odej damy zwanej Ultear, o której co nieco s³ysza³am," odpar³a ca³kiem spokojnie.

"Wiêc kto sprawi³, ¿e mi przerywasz?"

"Twój znajomy je¶li dobrze jestem poinformowany," zacze³a powoli i¶æ przed sob±. "A konkretnie Arik Kruk. Zak³adam, ¿e masz takiego."

Niemal natychmiast zrówna³a siê z ni±. "Co zrobi³?" Spyta³a staraj±c siê brzmieæ jak najzwyczajniej. Spogl±daj±c na Korimi zauwa¿y³a kilka podobieñstw miêdzy ni± i wspomnianym lodowym zabójc±. "I kim jeste¶?"

"Korimi," przez chwilê zawacha³a siê zanim nie poprawi³a siê, "Korimi Kruk. A twój przyjaciel niestety utkwi³ chwilowo w postaci olbrzymiego smoka. Ostatnia próba wyja¶nienia mu jak nieroztropne jest bieganie wolno w tej postaci skoñczy³a siê pora¿k±."

"Olbrzymi smok," zamy¶li³a siê.

"Nie widzia³a¶ go dawno w jego smoczej postaci, prawda?"

"Nie to by³o dawno. Wiêc po co ja jestem potrzebna?" zatrzyma³a siê i czeka³a na odpowied¼.

"Prawdopodobnie pope³nili¶my b³±d zak³adaj±c, ¿e Kanna sama potrafi³aby tym razem przywróciæ go do porz±dku. Tym razem bêdziecie musia³y spróbowaæ razem," Korimi nie zwalnia³a tempa id±c przed siebie co jaki¶ czas spogl±daj±c gdzie¶ w niebo.

"Wspó³pracowaæ z Kann±?" Ultear nie by³a zachwycona perspektyw± zobaczenia siê z z³otow³os± zabójczyni±. Nie mia³y wiele do czynienia w przesz³o¶ci jednak zawsze mia³a wra¿enie, ¿e Yagyu zdawa³a siê wiecznie obserwowaæ Milkovich. Godzinê potem spotka³y wspomnian± z³otow³os± piêkno¶æ, która zdawa³a siê byæ w niezbyt dobrym nastroju.

"Jest ju¿ niedaleko," powiedzia³a Kanna po przywitaniu siê.

"Wiêc wyt³umacz plan a ja na chwilê zniknê aby nie przeszkodziæ was w koncentracji czy co tam macie zrobiæ," odpar³a Korimi i zacze³a siê oddalaæ.

"Co mamy zrobiæ?" spyta³a kiedy z oddali dotar³ do nich obijaj±cy siê echem ryk.

"Ma³o czasu mamy," za¿artowa³a z³otow³osa magini i chwyci³a drug± kobiet± za g³owê.

"Co," nie dokoñczy³a kiedy ¶wiat wokó³ zacz±³ zmieniaæ siê jak w kalejdoskopie.

Kiedy obie sta³y w oddali pojawi³ siê olbrzymi b³êkitno³uski smok. Powoli zni¿aj±c lot wyl±dowa³ niedaleko nich kiedy z boku spad³ na niego drugi podobnie wygl±daj±cy osobnik.

Kiedy wszystko uspokoi³o siê obie by³y w jakim¶ budynku. D³ugie korytarze i wiele drzwi prowadz±cych do ró¿nych pokoi. Kanna bez s³owa prowadzia³a Ultear do jednych z drzwi oznaczonych symbolem 008. Bez s³owa otworzy³a i wewn±trz by³ Arik maj±cy wygl±d jaki magini czasu pamiêta³a z dzieciñstwa. Zostawiaj±c j± stoj±c± w drzwiach lodowa zabójczyni podesz³a i zacze³a co¶ mówiæ do niego na co zacz±³ tylko bardziej siê szarpaæ.

"Matka," dociera³y do purpurow³osej kobiety powtarzane co jaki¶ czas s³owo. 'Matka. Kiedy¶ dawno nie potrafi³ kontrolowaæ siê kiedy wspomina³ ale przecie¿ ju¿ przezwyciê¿y³ to.'

Kiedy rozmy¶la³a nad tym nagle niespodziewanym machniêciem ³ap± rzuci³ o ¶cianê Kannê i wokó³ zacze³o siê robiæ coraz zimniej.

"Znów to robi," zakle³a Yagyu podnosz±c siê i otrzepuj±c bia³y puch z siebie. "Za ka¿dym razem kiedy próbujê przemówiæ mu do rozumu reaguje tylka jego pierwotne, zwierzêce ja."

"Chyba, ¿e...," stwierdzi³a Ultear i kierowana przeczuciem ruszy³a ku niemu. Próbowa³ odgoniaæ j± ale zwinnie unika³a zamachniêæ ³ap± i nie zwracaj±c uwagi na panuj±cy ch³ód zbli¿y³a siê i obje³a szepcz±c. "Co z obietnic±, ¿e staniesz siê silniejszy. ¯e nic ciê nie zdo³a teraz zabiæ?"

"Silniejszy ni¿ ¶mieræ," kilkukrotnie powtórzy³ te s³owa kiedy wokó³ niego pojawi³a siê zamieæ, która sprawi³a, ¿e obie musia³y siê cofn±æ.

"Czy¿by twoje s³owa dotar³y do niego?" Kanna spojrza³a siê na br±zowook± kobietê. W miêdzyczasie szalej±ce w pomieszczeniu ¶nie¿na zamieæ powoli przybiera³a na sile a¿ nawet ¶ciany wokó³ zacze³y pêkaæ i kawa³ki nich by³y wci±gane przez wir.

"Musimy uciekaæ," pomarañczowooka kobieta chwyci³a drug± próbuj±c j± poci±gn±æ.

"Czemu?" magini czasu siê opiera³a kiedy wokó³ kolejne kawa³ki ¶cian rozpada³y siê i zasila³y wiruj±ce od³amki lodu wokó³ niego.

"Spójrz," wskaza³a jej jedn± z dziur w ¶cianie. Za ni± by³a... pustka. Bezkszta³tna nico¶æ rozci±gaj±ca siê a¿ po kres gdzie siêga³ jej wzrok.

"Jeste¶my wci±¿ w jego umy¶³e a konkretnie czê¶ci, która powsta³a po jego przemianie. Teraz ta czê¶æ przestaje byæ potrzebna i rozpada siê. Nie chcê siê przekonaæ co siê stanie kiedy to miejsce rozpadnie siê ze mn± lub tob± w nim," s³ysz±c to Ultear przesta³a siê opieraæ i obie zacze³y szybowaæ przez nico¶æ ku wyj¶ciu.

Drugi smok pu¶ci³ pierwszego dopiero kiedy tamtego zacze³a otaczaæ zamieæ, która zacze³a zmieniaæ siê w coraz mocniej zacie¶niaj±cy siê wokó³ niego wir formuj±cych siê wprost z powietrza od³amków lodu. L±duj±c przed par± le¿±cych niedaleko jej nieprzytomnych kobiet os³ani³a je swoimi skrzyd³ami przed lataj±cy wszêdzie wokó³ od³amkami lodu.

'Ciekawe jak bardziej silniejszy siê staniesz dzi¶?' zamy¶li³a siê spogl±daj±c jak prêdko¶æ wiru zwiêksza³a siê kiedy jednocze¶nie nawet sama olbrzymia postaæ smoka zdawa³a siê równiesz siê rozpadaæ. Od³amki lodu i rozpadaj±ce siê czê¶ci formy wirowa³y stopniowo coraz cia¶niej. Energia magiczna z nap³ywa³a ze wszystkich stron kondesuj±c siê wokó³ znajduj±cej siê w oku cyklonu humanoidalnej postaci.

"Sta³o siê," odetchne³a z ulg± smoczyca kiedy po krótkim b³ysku wszelkie wiruj±ce od³amki dos³ownie znikne³y. Uchwyci³a delikatnie obie kobiety i niebieskow³osego mê¿czyznê a nastêpnie wzbi³a siê w powietrze z nimi. Purpurow³os± zostawi³a przed wej¶ciem do jaskini smoczycy ciemno¶ci, z³otow³os± w pobliskiej mie¶cinie a jego zanios³a w odosobnione miejsce gdzie móg³ odpocz±æ bez bycia niepokojonym przez ¿adnego cz³owieka nawet kilka dni.

"Znów sta³ siê silniejszy. A ta ludzka magini okaza³ siê mimo wszystko interesuj±c± istot±," stwierdzi³a m³odsza smoczyca siadaj±c przed drug± znacznie starsz±.

"Tak. Mój cel jest coraz bli¿ej," z zadowoleniem stwierdzi³a Koriana spogl±daj±c na le¿±cego nieopodal na tafli lodu Kruka. "Kto¶ tak¿e musi mu przypomnieæ, ¿e oci±ga siê ze sp³odzeniem potomstwa. W¶ród zainteresowanych nimi samic jest w³a¶ciwa."

"Zapominasz o tym, ¿e tylko najsilniejszy samiec powiniem sp³odziæ kolejne pokolenie?" niemal¿e jakby chcia³ j± skarciæ odezwa³a siê druga smoczyca. "Jeszcze nie wybrali go wiêc obecnie powsta³e potomstwo mo¿e siê okazaæ potem zbêdne."

"Niewa¿ne. Ale i tak wiadomo, który z nich jest najsilniejszy," Koriana znów zauwa¿y³a dziwne spojrzenie drugiej. "Racja i tak tyle czekam. Dziesiêæ lat w t± czy w tamt± to nic takiego."

Daleko od dwójki smoczyc w g³êbi jaskini ukrytej w stoku niewyró¿niaj±cego siê od innych gór jakby od niechcenia Rigantona stwierdzi³a. "Wróci³a¶."

"Tak. Wracajmy do treningów," odpar³a Ultear zachowuj±c spokój po niedawnym zdarzeniu.

"Kolejna czê¶æ opowie¶ci je¶li mo¿esz," brzmi±c jakby to by³o ca³kiem przypadkowe powiedzia³a smoczyca ciemno¶ci.

"Kiedy w koñcu j± skoñczê powiesz mi czemu prawie rozumiem?"

"Staj±c siê zabójczyni± bêdziesz sama w stanie odkryæ to co ciê wci±¿ trapi. Widzia³a¶ ju¿ jak bardzo nieludzki siê mo¿e staæ a mo¿e tylko tak ciê wydawa³o i jest jakie¶ drugie dno. A teraz..." u³o¿y³a siê w wygodnej pozycji do s³uchania.

Magini czasu nie odpowiedzia³a nic tylko odczekuj±c chwilê zaczê³a opowiadaæ.

---

W koñcu Ultear dotar³a do po³o¿ego w lesie domu gdzie mieszka³a wcze¶niej z matk±. Ukryta za drzewem zauwa¿y³a jak Ur zajmowa³a siê dwójk± ma³ych ch³opców i wygl±da³a na szczê¶liw±.

'Moja matka porzuci³a mnie i zajmuje siê innymi dzieæmi,' upad³a na ziemiê i zaczê³a p³akaæ. 'Nigdy jej nie wybaczê.'

Otar³a ³zy i postanowi³a wróciæ. W drodze powrotnej Ultear napotka³a parê k³óc±cych siê m³odych ludzi. Kryj±c siê w krzakach czeka³± a¿ odejd± umo¿liwiaj±c jej kontynuowanie podró¿y powrotnej i czekaj±c na to przys³uchiwa³a siê ich k³ótni.

Ch³opak by³ wyra¼nie z³y na swoj± znajom± za co¶ co zrobi³a wcze¶niej. Ona na ró¿ne sposoby próbowa³a siê t³umaczyæ i próbowaæ za³agodziæ sytuacjê. Jednak on wci±¿ zdawa³ siê byæ g³uchy na wszystko co mówi³a.

'Co¶ z³ego...,' na chwilê jej my¶li powêdrowa³y do momentu ucieczki i osoby, która mimowolnie pomog³a jej uciec. Odganiaj±c te my¶li wróci³a do s³uchania dwójki nastolatków.

Ona wci±¿ mówi³a jednak on jak wcze¶niej ignorowa³ j± wiêc zrobi³a co¶ innego. Ultear widz±c to na chwilê otworzy³a szerzej oczy ale szybko odwróci³a od nich wzrok. K³ótnia niemal natychmiast skoñczy³a siê i oboje zaczeli mówiæ tylko od czasu do czasu nie podniesionymi g³osami i znacznie milsze s³owa. Po kolejnych piêciu minutach oboje powoli ruszyli zostawiaj±c Ultear sam± w krzakach, która jeszcze spojrza³a za nimi zanim nie ruszy³a w swoj± stronê.

'Dziwne,' zamy¶li³a siê id±c na rzecz±, któr± zrobi³a dziewczyna sprawiaj±c, ¿e w koñcu oboje nastolatków przesta³o siê k³óciæ. Po powrocie na pocz±tek zosta³a wrzucona do pokoju, który ton±³ ca³kiem w mroku. Nieokre¶lony czas pó¿niej do niego wszed³ ¶redniego wzrostu mê¿czyzna.

"Wróci³a¶ wiêc," powiedzia³ d¼gaj±c j± koñcem kostucha i przez jej cia³o przeszed³ pr±d na co tylo zareagowa³a t³umionym jêkiem.

"Têsknili¶my za tob±," udaj±c zatroskany ton kolejny raz j± porazi³ przytrzymuj±c koñcówkê znacznie d³u¿ej a¿ wyda³a g³o¶ny krzyk.

"Mam nadziejê, ¿e ju¿ nie opu¶cisz nas," kolejny raz jej cia³em poruszy³o siê mimowolnie pod wp³ywem przep³ywaj±cego pr±du.

"Przecie¿ jeste¶my tak mili dla ciebie," tym razem tylko uderzy³ j± z du¿± si³a koñcówk±.

"Dbamy aby¶ nie umar³a z g³odu lub innych przyczyn," kopn±³ j± przewracaj±c.

"I jak nam odp³acasz," kolejny kopniak na co tylko siê zwine³a.

"Przemy¶l to," na koniec jeszcze raz j± porazi³ a¿ zap³aka³a. Po tym wyszed³ i zamkn±³ za sob± drzwi tak, ¿e Ultear zosta³a sama w ciemno¶ciach. Prawie. Po tym jak siê zamkne³y drzwi gdzie¶ z innego k±tu dotar³ do niej d¼wiêk, który jednocze¶nie uspokoi³ i przerazi³ j±. Niski gard³owy pomruk przypominaj±cy d¼wiêk wydawany przez dzikie bestie. Tylko jedna osoba jak± tu spotka³a mog³a wydaæ ten d¼wiêk jednak mimo to pragne³a siê upewniæ.

"Arik?" niepewnie zdo³a³a wydusiæ z siebie. Odpowied¼ nigdy nie nadesz³a i tkwi³a w ciemno¶ciach. Ciszê od czasu do czasu zm±ca³ niski gard³owy pomruk. Kiedy poczu³a podmuch ch³odu, który dotar³ do jej rogu by³a niemal pewna kto by³ w drugim k±cie.

'Czy jest z³y na mnie?' zamy¶li³a siê wci±¿ le¿±c skulona. Resztki bólu po pora¿eniach i kopniakach wci±¿ tkwi³y w niej. Kiedy w koñcu uda³o siê jej poruszyæ powoli podczo³ga³a siê w kierunku sk±d nap³ywa³o ch³odne powietrze, potykaj±c siê o co¶ zimnego. Dotykaj±c le¿±c± rzecz rozpozna³a w niej do¶æ gruby ³añcuch. Kontynuj±c czo³ganie siê zatrzyma³a siê czuj±c zimne w dotyku ³uski na le¿±cym bez³adnie ogonie.

Czuj±c jej dotyk nieznacznie cofn±³ ogon i wyda³ krótki gro¼ny pomruk. W momencie kiedy wprowadzili j± do pomieszczenia gdzie przebywa³ od d³u¿szego czasu rozpozna³ jej zapach jednak nie potrafi³ powiedzieæ jednego s³owa tylko od czasu wydawa³ ciche pomruki. A teraz nawet przysune³a siê do niego. Po co?

S³ysz±c jak ³añcuchy lekko zabrzêcza³y przez chwilê siedzia³a zanim powoli nie obróci³a siê i wróci³a do swojego k±ta. Siedz±c my¶la³a kiedy mimowolnie wspomnienia spotkanej para m³odych ludzi wróci³y.

'Czemu przypomnia³o mi siê to akurat teraz?' nieco dziwnie poczu³a siê na wspomnienie tego jak tamta dwójka zakoñczy³a k³ótniê. 'To wcale nie tak, ¿e co¶ mu zrobi³am.'

Nastêpnego dnia otworzy³y siê drzwi i wesz³a do ¶rodka para mê¿czyzn. Odczepili a nastênie odwineli ³añcuchy krêpuj±ce go i chwytaj±c z obu stron zaczeli ci±gn±æ za sob±. Przez moment kiedy przeci±gali go przez wej¶cie spojrza³a na niego. Dwa dni pó¼niej przyszli po ni± i zaci±gneli j± do starego pokoju. Pó³ godziny pó¼niej przyszli i bez s³owa zabrali na seriê bolesnych testów. Po skoñczonych zabrali i wrzucili jakby by³a jakim¶ przedmiotem do pokoju zamkaj±c potem drzwi. Jedz±c jedzenie z miski mimowolnie spojrza³a w kierunku przej¶cia.

"Ciekawe czy wci±¿ tam jest?" wymamrota³a i po skoñczeniu niepewnie podesz³a do ¶ciany. Zabawki wci±¿ le¿a³y rozrzucone. Chwilê zawacha³a siê i... wróci³a na ³ó¿ko. Nastêpnego dnia poddali j± kolejnym bolesnym testom i wrzucili po skoñczeniu do pokoju.

Powoli zdje³a panel i zajrza³a do s±siedniego pokoju. Prawie wcale nic siê nie zmieni³o w nim. Dziura w ¶cianie by³a ju¿ za³atana a resztki innej ³±cz±cej wcze¶niej dwa s±siednie pomieszczenia by³y usuniête. Dojrza³a go le¿±cego na du¿ym ³ó¿ku pod przeciwn± ¶cian±, z którego na pod³ogê zwiesza³ siê ogon i jedna z ³ap. Bez potkniêcia siê o walaj±ce siê na pod³odze ró¿ne przedmioty podesz³a na wyci±gniêcie rêki do niego. Arik powoli podniós³ ³eb i spojrza³ w jej stronê.

"Zostaw mnie samego," powiedzia³ i odwróci³ ³eb w drugim kierunku. Ultear posta³a przez d³u¿sz± chwilê zanim nie odwróci³a siê i wróci³a do swojego pokoju.

"Nie zrobi³am nic z³ego," powtórzy³a kilka razy znów przypominaj±c sobie pods³uchan± k³ótniê. "A mo¿e?" zamy¶li³a siê siedz±c oparta o ¶cianê.

Kolejne dni nie opiera³a siê przed kolejnym testom i zacze³a wykorzystywaæ je aby zwiêkszyæ swój potencja³ magiczny. Musia³a wydostaæ siê st±d ale tym razem samemu kiedy jej moc bêdzie wystarczaj±ca. Odwiedza³a go codziennie jednak zawsze albo ignorowa³ jej obecno¶æ albo w kilku s³owach kaza³ siê zostawiæ samemu.

"Nie," powiedzia³a Ultear i wesz³a na ³ó¿ko, na którym le¿a³ dzi¶. Spowrotem mia³ wygl±d ma³ego ch³opca wiêc usadowi³a siê obok niego.

"Co?" wymamrota³ i odwróci³ siê w jej stronê. "Mówi³em, ¿e chcê zostaæ sam."

"Ale ja nie," powiedzia³a i postêpuj±c jak dziewczyna, któr± widzia³a wiele dni temu przytuli³a siê do niego. Próbowa³ siê poruszyæ, uwolniæ z jej objêæ ale nie podda³a siê i wci±¿ trzyma³a siê. Westchn±³ lekko i przesta³ próbowaæ siê uwolniæ.

"Czemu?" wymamrota³ tylko.

"Przepraszam," odpowiedzia³a wci±¿ wachaj±c siê czy zrobiæ drug± z rzeczy jak± widzia³a.

"Za co?"

"Przez mnie pewnie cierpia³e¶ kiedy uciek³am. I to, ¿e wspomnia³am o naszych matkach," na ostatnie s³owo poczu³a jak lekko siê wzdrygn±³ wiêc na chwilê zamilk³a. Upewniaj±c siê, ¿e nie zaczyna siê zmieniaæ po³o¿y³a mu g³owê na ramieniu. "Chcesz zobaczyæ swojego ojca?"

Po d³u¿szej chwili odpowiedzia³. "Tak."

"Chcê znów uciec st±d," powoli mówi³a.

"I znów wykorzystasz mnie do tego?" spyta³ ch³odnym tonem.

"Nie. Wpierw stanê siê do¶æ silna aby zrobiæ to samemu. Ale," na chwilê zawacha³a siê, "chcê aby¶my uciekli razem."

"Czemu ja?"

Przez chwilê wacha³a siê nad tym co powinna zrobiæ.

"Zapanuj nad swoimi zmianami zanim uciekniemy," nachyli³a siê i uca³owa³a go w policzek. Rumieni±c siê szybko zeskoczy³a i pobieg³a do przej¶cia.

"Zapanowaæ? Uciec?" dotkn±³ swojego policzka. Sposób w jaki go obje³a i potem poca³unek sprawi³, ¿e poczu³ siê dziwnie. Co potem po ucieczce? Wróci³by do ojca? Resztê dnia spêdzi³ rozmy¶laj±c nad zewnêtrznym ¶wiatem. Pare dni wcze¶niej przez chwilê widzia³ go kiedy zrobi³ dziurê w jednej z kolejnych ¶cian. Niestety wtedy z³apali go, potem zaczeli brutalnie biæ i razili pr±dem staraj±c siê go spacyfikowaæ.

Nastêpnego dnia kiedy us³ysza³, ¿e j± przynie¶li po odczekaniu chwili zastuka³ w panel. Cierpliwie odczeka³ kiedy otworzy³a.

"Chcesz zje¶æ razem?" spyta³ wskazuj±c swoj± miskê. Chwilê zastanawia³a siê zanim wzie³a swoj± miskê i przecisne³a siê przez przej¶cie. Jedli w ciszy a potem kiedy opar³a siê o niego obj±³ j± ramieniem.

"Naprawdê by¶ chcia³a razem uciec?" spyta³ siê niepewnie.

"Tak. Ale z tob±," odpar³a spokojnie.

"Opanujê przemiany aby nie skrzywdziæ nikogo przypadkiem," powiedzia³ i wtedy us³ysza³ gdzie¶ z oddali zbli¿aj±ce siê kroki. "Musisz ju¿ wracaæ."

"Ju¿?" spojrza³a na niego zaskoczona.

"Tak. Proszê id¼ ju¿. Zobaczymy siê jutro," mówi³ ¶ciszonym g³osem i wstaj±c wzi±³ jej miskê. Podszedwszy do przej¶cia prze³o¿y³ j± przez nie i spojrza³ w jej kierunku.

"Co siê dzieje?" zapyta³a jednak nie odpowiedzia³ wci±¿ stoj±c i wpatruj±c siê w ni±. Po znalezieniu siê w swoim pokoju zakry³a przej¶cie. Dos³ownie moment potem drzwi otworzy³y siê i stan±³ w nich wysoki mê¿czyzna, rozejrza³ siê wokó³ a nastêpnie poszed³ dalej.

"Sk±d wiedzia³e¶?" spyta³a kiedy pare minut potem znalaz³a siê ko³o przej¶cia i zdj±wszy panel zajrza³a przez otwór.

"Niewa¿ne. Przynajmniej ciê nie znale¼li u mnie," powiedzia³ lekko siê rumieni±c.

Zawacha³a siê czy co¶ jeszcze powiedzieæ w koñcu jednak tylko zakry³a przej¶cie i po³o¿y³a siê na swoim ³ó¿ku. Nastêpne kilka miesiêcy mine³o obojgu na przygotowaniach. Ultear cierpliwie znosi³a kolejne coraz bardziej bolesne eksperymenty, które coraz bardziej zwiêksza³y jej potencja³ magiczny. Eksperymenty na Ariku mia³y mniejszy efekt zwiêkszania mocy magicznej, gdy¿ jak zauwa¿yli i tak mia³ ju¿ j± olbrzymi± i nieco obawiali siê skutków kiedy osi±gnie zbyt wysoki poziom. Tak¿e prawie ca³kowicie przesta³ mieæ epizody spontanicznych transformacji.

Wieczorami zawsze spo¿ywali razem jedzenie jakie dostawali. Czasami jedno z nich pokrzepia³o drugie kiedy zaczyna³o traciæ determinacjê lub po prostu by³o mu ¼le. Zawsze koñczy³o siê to ni± opieraj±c± siê o niego i jego ramieniem obejmuj±cym j±.

"Jak tam nasz metamorf? Ju¿ przesta³ siê wci±¿ zmieniaæ czy tylko zdaje siê, ¿e opanowa³ t± zdolno¶æ?" spyta³ Brain upijaj±c nieco z fili¿anki.

"Zdaje siê, ¿e w jaki¶ sposób zacz±³ kontrolowaæ przemiany," odpar³ wysoki mê¿czyzna.

"Zdo³ali¶cie zbadaæ przyczyny i czynniki wywo³uj±ce te zmiany?"

"Jeszcze nie. Co w takim razie robiæ z nim?" spyta³ siedz±cy naprzeciw mê¿czyzna.

"Same eksperymenty powoduj±ce przyrost potencja³u magicznego. Pewnie przyzwyczai³ siê do obecnego poziomu," odpar³ spokojnie Brain.

"Ale to niesie ryzyko nieprzewidzianych komplikacji," zauwa¿y³ technik.

"Wiêc upewnijcie siê, ¿e bêdzie w pogotowiu grupa gotowa szybko go spacyfikowaæ. Pamiêtaj, ¿e rozwój magi czasami wymaga podejmowania ryzyka," odpar³ szef i nastêpnie opu¶ci³ pokój.

'Niezbyt fortunie, ¿e zacz±³e¶ panowaæ na swoimi zmianami Ariku Kruk,' pomy¶la³ spogl±daj±c na kartkê z informacjami o wspomnianym dziecku. 'Ale to nie ma znaczenia. Mam w razie czego plan awaryjny aby zakoñczyæ t± sprawê,' u¶miechn±³ siê demonicznie spogl±daj±c na drug± z kartek opisuj±c± przypadek Ultear. 'Które¶ z was prêdzej czy pó¼niej straci kontrolê i wtedy sprawa siê rozwi±¿e sama.'

Kolejne pare dni up³yne³o spokojnie mimo, ¿e z ka¿dym dniem oboje byli poddawani niesamowicie bolesnym i wyczerpuj±cym eksperymentom. Zbli¿a³ siê pocz±tek trzeciego tygodnia kiedy przewidywania Braina spe³ni³y siê. Przenikliwy ch³ód wype³ni³ ca³y budynek zmra¿aj±c kompletnie ka¿dy kawa³ek konstrukcji sprawiaj±c, ¿e sta³a siê wyj±tkowo krucha i podatna na uszkodzenia. Pare minut pó¼niej budynkiem wstrz±sne³a eksplozja, która pogrzeba³a wszystkich obecnych w ¶rodku poza dwójk± postaci stoj±cych przed wal±cym siê budynkiem.

"Widaæ zd±¿yli¶my uciec na czas," powiedzia³ Brain spogl±daj±c na stoj±c± obok niego ma³± dziewczynkê. Nastêpnie oddali³ siê zostawiaj±c± Ultear stoj±c± wci±¿ przed stosem gruzu, stali i innych odpadków wpatruj±c± siê na wpó³ przytomnym wzrokiem przed siebie.

"Arik. Obieca³e¶, ¿e odejdziemy oboje st±d," powiedzia³a pod nosem. W odpowiedzi po chwili czê¶æ rumowiska poruszy³o siê, unios³o a nastêpnie resztki rozsypa³y siê ods³aniaj±c stoj±c± postaæ skrzydlatego gada maj±cego mo¿e ze trzy metry wzrostu. Powoli wyszed³ ze stosu pozosta³o¶ci budynku i szed³ ku Ultear stopniowo kurcz±c siê.

"I dope³ni³em obietnicy. Sta³em siê do¶æ silny, ¿e nawet zawalenie siê wszytkiego na mnie nie zdo³a³o mnie zabiæ," u¶miechn±³ siê. Przez chwilê sta³a zanim nie rzuci³a siê ku niemu i ku jego zaskoczeniu go poca³owa³a w usta.

"Co teraz?" spyta³a cofaj±c siê kilka kroków i odwracaj±c aby ukryæ rumieñce.

"Poczekam na zjawienie siê ojca," odpowiedzia³ Arik spogl±daj±c gdzie¶ w dal. Kiedy wygrzeba³ siê z rumowiska delikatny powiew wiatru przyniós³ znajomy zapach. Jednak by³ zaskoczony tym co zrobi³a jednak by³o to... przyjemne wiêc tylko nieznacznie siê u¶miechn±³. "A ty?"

"Ja?" spowrotem spojrza³a w jego stronê. "Nie wiem jeszcze."

"Je¶li ojciec nie bêdzie mia³ nic przeciwko mo¿esz na jaki¶ czas zatrzymaæ siê u nas. A potem," zawacha³ siê na chwilê, "potem zobaczymy."

Podesz³a do niego i przytuli³a siê ponownie ciesz±c siê, ¿e nie jest sama. Pare minut potem zbli¿y³ siê do nich mê¿czyzna o granatowych w³osach.

"Cieszê siê, ¿e nic ci nie jest," zacz±³ Lionel i spojrza³ na ma³± dziewczynkê przytulon± do jego syna. "Czy my siê znamy m³oda damo?"

"Ultear," przedstawi³a siê krótko.

"Ojcze czy mo¿e na trochê pobyæ u nas zanim nie wróci do swojej rodziny?" Arik spojrza³ b³agaj±co na swojego rodzica.

"Pomy¶lê nad tym. A i chyba jeste¶cie za m³odzi na 'to'," podkre¶li³ ostatnie s³owo.

"Na co?" spyta³ go syn kiedy zaczeli i¶æ.

"Niewa¿ne. Powiem jak nieco podro¶niesz," odpar³ widz±c jak oboje dzieci szli obok siebie za nim.

---

"Wiêc pozna³a¶ tak¿e jego ojca," powiedzia³a Rigantona przygotowuj±c siê do kolejnej czê¶ci nauki.

"Mo¿na tak powiedzieæ," odpar³a Ultear.

"Kilka kolejnych czê¶ci opowie¶ci i oka¿e siê, ¿e spotka³a¶ wszystkich jego ¿yj±cych krewnych," za¿artowa³a smoczyca.

"Chyba mo¿na tak stwierdziæ. Pare tygodni temu by³am na przyjêciu gdzie zebra³o siê ca³e rodzeñstwo Arika, jego ojciec i dziadek," odpar³a spokojnie magini czasu.

Rigantona nie kontynuowa³a rozmowy zaczynaj±c naukê. Kolejne dni up³yne³y spokojnie choæ Ultear nie czu³a aby robi³a postêpy. Przynajmmniej smoczyca wci±¿ nie uczy³a jej ¿adnego zaklêcia powtarzaj±c, ¿e na to przyjdzie czas po poznaniu podstaw magii. I ¿e bez w³a¶ciwego opanowania tego pó¼niejsze zaklêcia bêd± niewiele warte nawet jak j± nauczy.

"Brak postêpów?" nieco znieciepliony spyta³ rozmówca magini czasu.

"Wci±¿ ka¿e mi wykonywaæ czasem dziwne rzeczy ale na razie nie chce nauczyæ ¿adnego zaklêcia magii zabójców," odpar³a wpatruj±c siê znudzona w unosz±c± siê przed ni± lakrimê. "A jak poszukiwania?"

"Ju¿ mamy przybli¿ony obszar, który powini¶my przeszukaæ dok³adniej. Kilka tygodni najwy¿ej zanim udamy siê na miejsce. Wykorzystaj ten czas dobrze," powiedzia³ rozmówca.

"Staram siê jak to mo¿liwe przy¶pieszaæ ale jest do¶æ oporn± nauczycielk± i z dziwnymi nawykami," stwierdzi³a purpurow³osa kobieta.

"Sama przysz³a¶ do mnie z pomys³em odszukania jakiego¶ smoka w celu nauki magi zabójcy kilkana¶cie tygodni temu. Uwa¿a³em go za zbêdny ale by³a¶ bardzo zdeterminowana. Czy¿by ta determinacja w³a¶nie siê skoñczy³a?" spyta³ j±.

"Nie. Nauczê siê choæby podstaw zanim wyruszymi na poszukiwanie," szybko odpowiedzia³a i nastêpnie po¿egna³a siê. Wróciwszy do jaskini kontynuowa³a naukê przez kolejne kilka tygodni kiedy nadszed³ czas, ¿e musia³a opu¶ciæ swoj± nauczycielkê.

"Wiêc podda³a¶ siê?" spyta³a wprost Rigantona.

"Nie. Tylko muszê zrobiæ co¶," odpar³a Ultear i ruszy³a ku wyj¶ciu z jaskini.

"Je¶li nie wrócisz w ci±gu tygodnia mo¿esz ju¿ nie wracaæ wcale," powiedzia³a na po¿egnanie smoczyca patrz±c jak nik³a w porównaniu do niej kobieta oddala³a siê od wej¶cia. Sta³a tak z kwadrans kiedy niedaleko wyl±dowa³a smok.

"Osobi¶cie siê zjawiasz. To ciekawe," powiedzia³a smoczyca ciemno¶ci.

"Tylko aby powiadomiæ ciê, ¿e wiêkszo¶æ ¿yj±cych smoków zbierze siê w ci±gu najbli¿szego dnia," powiedzia³a Grandeeney. "A ¿e sama lecê tam to pomy¶la³am, ¿e zawitam do ciebie po drodze."

"Czyli powinny¶my ruszaæ ju¿ teraz?" odpar³a Rigantona rozpo¶cieraj±c skrzyd³a przygotowuj±c siê do odlotu.

"Tak. Jak tam twoja podopieczna? Nie wyczu³am nikogo poza tob± w pobli¿u," zapyta³a kiedy obie ju¿ wzbi³y siê w powietrze.

"Uzna³a, ¿e ma wa¿niejsz± do za³atwienia sprawê ni¿ naukê magii. Mam nadziejê, ¿e nie wróci w ogóle," lekko niezadowolona odpowiedzia³a.

"A¿ tak ¼le by³o z ni±?" niebiañska smoczyca spojrza³a w bok.

"Niewa¿ne. Ale jeszcze pare dni a by skoñczy³a opanowywanie podstaw i zosta³oby tylko nauka zaklêæ i doskonalenie u¿ywania magii. A co spowodowa³o, ¿e siê zbieramy?"

"Acnologia wykona³ ruch od d³u¿szego czasu," odpar³a Grandeeney brzmi±c jakby by³o to co¶ ca³kiem zwyczajnego.

"Ciekawe. Mo¿e wiêc tak po¶pieszmy siê," powiedzia³a i obie zwiêkszy³y prêdko¶æ z jak± lecia³y. Pare godzin pó¼niej wyl±dowa³y na obszernej polanie gdzie¶ w g³êbi puszczy. Rozgl±daj±c siê zauwa¿y³y kilkoro ze znajomych smoków, które by³y ju¿ obecne.

"Powoli zaczynaj± siê zbieraæ ciekawsze okazy," zachitota³ cicho Raitingu na co stoj±cy obok A-su tylko siê spojrza³ w kierunku obu smoczyc.

Kolejne godziny p³yne³y na czekaniu na resztê smoków, które odpowiedzia³y na wezwanie. I tak zjawili siê we w³asnej osobie ognisty i metalowy smok. Gdzie¶ za nimi niemal jednocze¶nie z dwóch stron nadlecieli Weissologia i Skiadrum. Godzinê potem wyl±dowa³y smoczyce wody, kwasu i jadeitu. Pod wieczór niemal spó¼nioieni pojawili siê smoczyca trucizn i Yangri a Koriana mimo wcze¶niejszych zapowiedzi jeszcze nie by³a widoczna na horyznocie kiedy zachodzi³o s³oñce.

arrow_back Previous

Age Verification Required

This website contains adult content. You must be 18 years or older to access this site.

Are you 18 years of age or older?

Need Help? Click Here or Try Again