Fairy Tail: Piekielny Anioł

BY : Cezar_Ormael
Category: Misc. Non-English > Anime
Dragon prints: 642
Disclaimer: Fairy Tail i wszelkie postacie tam występujące są własnością Hiro Mashima. Nie mam żadnych zysków z pisania tego fanficka.

Fairy Tail: Piekielny Anioł





Rozdział 1: Przysięga





"Otwórz wrota bliźniąt! Gemi i Mini!"



Para niewielkich duchów zjawiła się koło Angel.



"Otwórz wrota małpy! Zin Xiao!"



Średniego wzrostu mężczyzna o brązowych oczach i podobnej barwy sierści pokrywającej jego małpi ogon pojawił się obok Arika.



"Tym razem stracisz jakiś klucz," sarkastycznie stwierdziła magini. "Nie dam ci odejść ze wszystkimi jak ostatnim razem."



"Nie zamierzam odejść jak poprzednio," odpowiedział, "przynajmniej nie bez wszystkich moich kluczy. To ty powinnaś się martwić o swoje klucze."



"Co taki pewny dziś jesteś? I czemu nie zaczynasz?"



"Skoro i tak nie wygrasz mogę ci pozwolić dziś zacząć," odparł spokojnie Arik. Koło jego nogi zmaterializował się dwuogoniasty kot o karmazynowej sierści.



"Nyaaan, nyan, nnnyan," zamruczała jakby na potwierdzenie słów swojego właściciela.



"Dwa duchy naraz. Myślałam, że będziesz je pojedyńczo przywoływać," zachitotała.



"Nyana nie będzie walczyła," na chwilę zawachła się, "chyba, że nie będzie innego zdolnego do walki ducha po mojej stronie."



"Nie zużyjesz za szybko swojej energii utrzymując dwa duchy w tym jednego potężnego?" uniosła lekko brew ale nie zareagował. "Skoro chcesz. Gemi i Mini zacznijcie."



Oba duchy posłusznie poruszyły się zbliżając się nieco do siebie i otoczyła ich świetlista poświata kiedy zmieniły się w dwuogoniastą kotkę o karmazynowej sierści.



"Przewidywalne," odparł spokojnie Arik a siedzący obok gwiezdny duch tylko nieznacznie zamruczał z dezaprobatą. "Nyaaan."



"Nyan, nyaan, nnnyan," powiedzieli zmienieni Gemi i Mini.



"Nadchodzę," powiedział Zin wykonując sus przed siebie i wykonując kopniak z obrotu. Karminowa kotka bez większych kłopotów wykonał skok unikając ataku.



"Więc macie jej zwinność?" kolejny raz zaatakował Xiao tym razem próbując zadać cios pięścią jednak kolejny raz przeciwnik odskoczył niemal jakby od niechcenia unikając trafienia.



"Nie tylko," powiedziały bliźnięta kiedy zmieniły postać przyjmując humanoidalny kształt. Wokół jednej z ich dłoni pojawiła się biała poświata.



"Śnieżna magia," niezbyt zaskoczony powiedział Zin odskakując przez strumieniem śniegu jaki użył przeciwnik. "Nieco niecelny atak czy miał mi dać szansę go uniknąć?"



"Zgadnij," odparł z arogancją w głosie bliźniaczy duch.



"Czyli to pierwsze. Nyana by nie pozwoliła by sobie na taki niezdarny atak. A może po prostu jeszcze nie przywykliście do używania tej magii," kolejny raz odskoczył kiedy kolejny śnieżny atak musnął koniec jego ogona.



"I kolejny," kolejny raz ledwo uniknął ataku. "Mogę to robić cały dzień wiecie?"



"Cały dzień? A może nie chcesz zranić tak uroczego ducha jak my?" Gemi-Nyana przyjeła kuszącą pozę podkreślającą jej kobiece kształty.



"Wolę orginał," po tym komentarzu koci duch siedzący obok Kruka zamruczał nieznacznie na co Xiao tylko się uśmiechnął.



"A ty czemu nie walczysz?" Gemi-Nyana spojrzała w kierunku Nyany. "Boisz się, że cię pokona lepsza kopia?"



"Nyaaaaan, Nyan," odparła kotka i wyszczerzyła kły.



"Zgadzam się," powiedział Xiao. "Ale oni na pewno nie będą w stanie użyć innych twoich zdolności. Kuglarskie sztuczki z użyciem śniegu może wykonać każdy."



"Myślisz, że nie mam dostępu do wszystkich magii jakie ona może użyć?" Gemi-Nyana lekko uniosła brew i wyciągneła przed siebie dłonie. "Zobacz," powiedziała i zaczeła wykonywać powolnie niezbyt szerokie ruchy dłońmi.



"No i?" Zin rozejrzał się wokół. "Pewnie powinniście być w stanie mnie teraz kontrolować. A no tak zapomniałem jestem gwiezdnym duchem," przykucnął i wykonał szybki skok przed siebie wprost na Gemini, która zaskoczona nawet nie zareagowała.



"Jestem przecież odporny na nią," szybko wstał i rzucił się w bok unikając ciosu pazurami Gemi-Nyany. "Co nie mogę powiedzieć o twoim lub moim właścicielu."



"Nyaaan, nyan," wyraźnie gniewnie mrukneła Nyana.



"Skoro już niechcący wygadałeś to," powiedziała i wpierw posłała dwa jeden po drugim strumienie śniegu w kierunku małpiego ducha. Oba zdołały go lekko zranić jednak ona w tym czasie już zaczeła wykonywać ruchy dłońmi obróciwszy się w kierunku Arika.



"Czujesz coś?" brzmiąc beztrosko Kruk spojrzał na siedzącą obok jego nogi kotkę, która tylko przecząco kiwneła łbem.



"No tak ja też nic nie czuję. Może jednak nie mogą używać tej magii. Może jest ona za potężna aby ją właściwie używali. No mógłby cię poprosić abyś ją pokazała na ich właścicielce ale to byłoby złamanie zasad honorowej walki nawet jeśli ona nie planuje ich przestrzegać," kotka kiwneła ze zrozumieniem głową.



"Nie moż..." Gemi i Mini nie dokończyli kiedy Zin niezbyt mocna oderzył ich w brzuch przewracając. Nie wstając nawet wysłali w jego stronę potężny śnieżny atak, który go również powalił na ziemię.



"Nie rozpraszaj się," powiedziała Gemi-Nyana i przykucnąłwszy wyskoczyła w jego kierunku. Zanim zdążyła zareagować pozostawiła mu kilka śladów pazurów na ubraniu.



"No nie a było to nowe ubranie," zamarudził Xiao i nie zauważył śnieżnego ataku, który go uderzył. Kolejną minutę może dwie Gemi-Nyana zadawała jeden za drugim cios używając magii śniegu, które coraz częściej dosięgały swojego celu.



"Chyba twój duch zaczyna przegrywać. Nie chcesz go zamienić na innego?" lekko drwiąco spytała Angel na co jej duch tylko przyśpieszył tempo wyprowadzania ataków.



"Może. Mój duch jeszcze trzyma się dobrze," spojrzał w kierunku swojego ducha. Przez chwilę myślał zanim nie wyjął inny klucz.



"Otwórz wrota Psa! Madea!" przy jego boku pojawił się duży czarny pies.



"Kolejny duch jednocześnie przywołany. Nie czujesz nadchodzącego zmęczenia?" Angel spytała uważnie przypatrując się drugiemu magowi gwiezdnych duchów. Nie wyglądał wciąż na okazującego oznaki obciążenia związanego z utrzymywaniem kolejnego ducha.



"Zin Xiao wracaj. Madea zajmie twoje miejsce," Kruk krzyknął w stronę małpiego ducha, który na chwilę zatrzymał się i otrzymał w tym momencie potężny cios. Madea nie tracąc czasu ruszyła przed siebie i przeskakując nad nim staneła naprzeciw Gemi-Nyany. Sam Xiao zaś zaczął powoli się rozpływać wracając do swojego świata.



"Kolejny przeciwnik. Chcesz jak poprzedni zaraz wracać do naszego świata?" posłała w kierunku czarnego psa kilka strumieni śniegu.



"Nie jestem taka słaba," odparła Czarna Furia powoli zmieniając kształt na bardziej ludzki. Skończywszy go niemal natychmiast skoczyła w bok aby uniknąć strumienia śniegu.



"Zin Xiao chociaż pozwolił nam nieco bardziej poużywać naszej magii."



"To nie twoja magia. I nie używasz jej właściwie," Madea powoli wstawała z ziemii. Jednak po otrzymaniu bezpośredniego trafienia śnieżnym atakiem tylko nieznacznie zachwiała się jednak wciąż stała. "To miał być atak? Nyana atakuje jak kobieta ale wy jesteście jeszcze bardziej żałośni. Nie potraficie włożyć nawet dość mocy aby mnie wywrócić."



"Za mało mocy? Spróbuj ustać to," wokół Gemi-Nyany zaczeło się gromadzić masy śniegu powoli formując się w olbrzymią zawieję.



"Wolno," kiedy Gemi-Nyana kończyła przygotowanie do ataku Czarna Furia szarżując uderzyła ją głową odrzucając na kilka metrów. Nie zatrzymując się kontynuowała szarże wyskoczyła i z dużą siła spadła wprost na Gemi i Mini ogłuszając ich.



"Nyana by już dwa razy użyła tego ataku. Musicie więcej ćwiczyć właściwie używanie kopiowanych magii," zakpił psi duch kiedy Angel odwoływała bliźnieta.



"Co tym razem spróbujesz użyć? Bliźnieta są twoim najsilniejszym duchem," nie okazał zaskoczenia kiedy wyciągneła platynowy klucz. "Więc udało ci się zdobyć jeden. Gratulacje."



"Otwórz wrota Wołu(Ox)! Gala!" obok Angel pojawił się nowy duch. Miała wygląd przeciętnego wzrostu atrakcyjnie wyglądającej kobiety ze słusznego rozmiaru, ktoś mógłby nazwać je poprostu olbrzymi, atrybutami kobiecości i cechami krowy. Spośród w miarę długich sięgających może w okolice ledźwi blond włosów wystawały średniej wielkości rogi, boki twarzy obramowywały krowie uszy, ramiona i nogi od końców palców do okolic bioder i barków pokrywała biała gdzieniegdzie z czarnymi łatami sierść a zamiast stóp miała pokaźne kopyta.



"Poczekaj z gratulacjami jak ci zabiorę klucz," powiedziała Sorano.



"Gala Obrończyni. Ciekawego ducha ze Starożytnego Zodiaku zdobyłaś. Ale wiesz, że jest ona raczej defensywnym duchem. W dodatku Madea wciąż może walczyć prawda?" spojrzał w kierunku psiego ducha, który stał nieruchomo. "Co się dzieje Furio?"



"Nie będę z nią walczyć," odparała zdecydowanym głosem.



"Jeśli nie to wygrają pierwszą rundę," próbował ją nakłonić do walki.



"Cóż chyba nie wiedziałeś, że Wół i Pies się przyjaźnią," złośliwie skomentowała to Angel.



"No to w takim razie wygrywasz pierwszą rundę," starając się zachować spokój stwierdził Arik. "To co następna runda?"



"Tak szybko chcesz przegrać? Jak chcesz," odpowiedziała i zwróciła się w stronę Gali. Tyle wystarczyło aby Madea w ułamek sekundy zmieniła postać na olbrzymią hybrydę wilka i człowieka a nastęnie rzucić parą labrysów wprost w krowiego ducha. Zanim Angel zareagowąła jej duch już zaczął wracać do gwiezdnego swiata.



"Jak?" wzieła kolejne dwa klucze. "Otwórz wrota Jagnięcia! Aries! Otwórz wrota Skorpiona! Scorpio!" koło niej zaczeły pojawiać się dwa kolejne duchy.



"Zapomniałaś o broniach Madei?" w tym momencie koło Sorano przeleciała pada toporów poważnie raniąc dopiero co przywołane duchy i wróciły do dłoni psiego ducha, który przygotował się do kolejnego rzutu. "Chcesz aby zmusiła twoje dwa duchy do długotrwałego leczenia w swoim świecie czy poddasz tą rundę?" całkiem spokojnie spytał na co Madea zaczeła powoli obracać końcami łańcuchów przymocowanych do rękojeści każdego z labrysów.



"Runda dla ciebie," powiedziała tylko kiedy odwoływała ranne duchy. Arik też odwołał Madeę.



"Chyba zużyłaś nieco dużo energii magicznej. Może jakaś godzina lub pół przerwy abyś odzyskała większość mocy magicznej," zaproponował.



"Zgubi cię taka propozycja. Jednak niech będzie. Z tym większą przyjemnością cię zmiażdżę w ostatniej rundzie," odparła całkiem pewnym głosem.



"Możliwe. Nie zostało mi już wiele asów w rękawie. Ale ty też nie masz ich wiele jeśli ci jeszcze jakieś zostały," powiedział zanim nie ruszył na koniec polany wciąż co jakiś czas spoglądając w jej kierunku. Około czterdziestu minut później znów staneli naprzewko sobie.



"Gotowa na przegraną?" spytał pierwszy.



"Gotowa tak ale na wygraną," odpowiedziała hardo.(cocky)



"Otwórz wrota małpy! Zin Xiao!" przywołał pierwszego ducha na co Angel odpowiedziała przywołując parę duchów.



"Otwórz wrota bliźniąt! Gemi i Mini!" zjawiły się posłusznie przygotowując się do walki.



"Tym razem liczy się wygrana," powiedział i spojrzał w kierunku Zin-a. "Zaczynaj."



Xiao kiwnął tylko porozumiewawczo głową i zaczął zmieniać kształt przyjmując wygląd magini gwiezdnych duchów.



"Co?" zdołała wymamrotać zanim Zin-Angel siłowo zamkneła wrota bliźniąt odsyłając parę duchów spowrotem. "Nie myślisz, że to mnie powstrzyma?"



"Ależ oczywiście, że tak," zachowując powagę odparł kiedy kolejne kilka przywołań kończyło się tym samym.



"Otwórz wrota Jagnięcia! Aries!" niemal zaraz jak się zjawiła Zin-Angel odesłała ją znów.



"Otwórz wrota Skorpiona! Scorpio!" on również zaczął znikać pare sekund po przybyciu.



"Otwórz wrota Wołu! Gala! Otwórz wrota bliźniąt! Gemi i Mini!" nawet mino naraz przywołania dwóch duchów przemieoniony duch Arika odwołał oboje jednak dla nie stracenia przewagi piersze znikneły bliźniaki. Gala próbowała w tym czasie atakować jednak widząc dwie Sorano zgłupiała na moment, który wystarczył aby została odesłana jak poprzednie duchy.



"Przywołuj co tylko zechcesz," przedrzeźnił ją Xiao. "A jak każde z nich odeślę znów. A ty tylko będziesz tracić moc magiczną."



"Wygląda tak jakby, że wygrałem całą walkę," niemal jakby od niechcenia przesunął dłonią przez włosy Arik. "Więc zachowasz się porządnie i po pierwsze przyznasz iż przegrałaś kolejną rundę a po drugie czy dotrzymasz warunków zakładu? Czy mam cię zabić i po prostu zabrać z twojego ciała wszystkie twoje klucze?"



Angel przez chwilę milczała myśląc nad kolejnym ruchem. Spojrzała w bok na co tylko stwierdził, że jeśli spróbuje uciec dogoni ją i zabije. Poza tym i tak nie miała dość sił nawet na próbę ucieczki. Przywołanie takie wielu duchów w krótkim czasie bardzo ją wykończyły.



"Dobrze. Niech będzie ale to tylko ten jeden raz," odparał zrezygnowanym i lekko wściekłym głosem. "Więc, który klucz chcesz?"



"Nie teraz ale chcę abyś złożyła przysięgę, że jeśli z jakiegokolwiek powodu twój kontrakt z duchem przywoływanym wybranym przez mnie kluczem zostanie zakończony zostanę jego następnym właścielem," kiedy spojrzała na niego lekko zdziwiona kontynuował. "Nie jestem taki jak ty aby kazać ci złamać kontrakt teraz. Będziesz mogła dalej używać tego ducha aż do momentu kiedy naturalną koleją rzeczy przejdzie w moje posiadanie."



"Więc który?"



"Mogłabyś mi pokazać wszystkie. Nie zabiorę ci żadnego obiecuję. Chcę tylko wszystkie zobaczyć naraz aby zdecydować," powiedział i powoli zbliżył się do niej. Poczekał chwilę kiedy wyjeła wszystkie klucze i nieco nieufnie mu je podała. Przez chwilę przyglądał się nim po czym oddał jej połowę z nich. Znów przez moment patrzył na nie zastanawiając się nad wyborem po czym oddał jej resztę kluczy poza jednym. Podał go jej po tym jak już schowała pozostałe.



"Przywołaj tego ducha. Niech wie o tej obietnicy," a spoglądając za siebie dodał. m"Już wystarczy Zin. Możesz też wracać do siebie." Małpi duch wrócił niemal natychmiast do swojej prawdziwej postaci.



"Ciekawa jest magia bliźniąt," przewrotnie stwierdził zanim nie zniknał w gwiezdnym świecie.



"Po co? To tylko gwiezdny duch," zaprotestowała Angel. Jedank jego spojrzenie nie zostawiało złudzeń na co niezbyt chętnie wypowiedziała właściwe słowa i wspomniany duch zjawił się.



"Może być?" spytała.



"Tak," odpowiedział i spojrzał w kierunku przywołanego gwiezdnego ducha. "Dziś twoja właścicielka złożyła obietnicę, że kiedy wasz kontrakt skończy się z jakiegokolwiek powodu twój klucz trafi do mnie. Kiedy nadejdzie czas osobiście lub ktoś w moim imieniu zjawi się aby wziąc twój klucz. Do zobaczenia," powiedział zanim nie pożegnał Angel i obróciwszy się zostawił ją z wciąż przywołanym duchem.



"Nie wiem czy wybrałeś dobrego ducha," powiedziała Nyana kiedy już oddalili się na znaczną odległość. "Nie mówiąc już czy wywiąże się z przysięgi."



"Czy to ważne czy wybrałem dobrze. Zresztą lepiej posiadać zróżnicowaną grupę niż skupiać tylko na najlepszych."



Chwilę szli zanim koci duch nie zauważył jak jej właściciel wyraźnie nad czymś myślał. "Coś zaprząta ci głowę?"



"Od ostatniego spotkania zdobyła jeden z platynowych kluczy. Może jeszcze zdobyć kolejny. Myślę czy nie zmienić zdania i ją pokonać tak, że spowoduje to złamanie kontraktów," powoli z naprzeciwka zbliżał się do niego meżczyzna z ciemnoniebieskimi włosami w okularach.



"I jak bracie. Wygrałeś?" spytał Kazuki kiedy już zatrzymali się kilka kroków od siebie.



"Jak mógłbym nie wygrać. Nie była rozważnym magiem myślac, że miała jakieś szanse," nieznacznie uśmiechnął się Arik.



"Więc masz nowy klucz? Jakiś ciekawy?"



"Nie wiem czy ciekawy. A będę miał go dopiero jak tamten kontrakt zostanie złamany. Zapominasz, że siłowe łamanie go byłoby czymś co by zrobił mroczny mag," odpowiedział. "A jak tam twoj próby opanowania twojej lalki?"



"Moja lalka," Kazuki zamyślił się mimowolnie dotykając niewielki wisiorek w kształcie serca, który miał na szyji. "Wciąż myślę nad sposobem radzenia sobie z jej charakterem kiedy przyjmuje swoją bojową postać."



"Wciąż zdarza się jej nie słuchać twoich poleceń?"



"Nie to akurat nie jest problemem. Ale nikt nie uprzedzał, że może posiadać coś na kształt własnej osobowości. Na szczęscie to nie wpływa na jej bojowe zdolności ale na 'nasze' relacje. Ughh to dziwne mówić o niej jakby była taka jak którykolwiek z twoich duchów," młodszy Kruk podrapał się z zakłopotaniem po głowie. "Może uda mi się dość szybko uporzątkować to."



"Oczywiście. Ostatecznie jesteś moim młodszym braciszkiem," lekko ubawiony powiedział Arik. "Czy coś może być zbyt trudnego do rozwiązania dla ciebie?"



"Uczucia," odpowiedział niemal niemożliwym do usłyszenia przez brata głosem Kazuki, "i kobiety."



"Coś mówiłeś?" starszy brat zatrzymał się na chwilę.



"Że coś musi być gdzieś tam czego nie będę w stanie zrozumieć," szybko odpowiedział młodszy zabójca kiedy zrównali się.



"Długo zostajesz w okolicy?" spytał kiedy znów zaczeli iść przed siebie.



"Pare tygodni. Może szybciej jeśli ta ocalona od Alfy kobieta znów będzie potrzebowała kogoś do poradzeni sobie z ubocznymi skutkami przejęcia tamtego demona," powiedział Kazuki.



"Brzmisz jakbyś nie znajdował nawet odrobiny przyjemności w 'pomaganiu' jej. Może nie jest ona w twoim typie, co?" na to pytanie młodszy mężczyzna nieznacznie poczerwieniał.



"To nie o to chodzi," zaczął Kazuki uświadamiając, że tylko sprowokuje to tylko starszego brata do kolejnych komentarzy.



"To może nie lubisz panienek co mają problem z własną osobowością a w zasadzie z dwoma osobowościami. Jedna wcielony dobra i niewinności a druga niegrzeczna i potrafiąca próbować cię zdominować," zamyślił się niebieskowłosy zabójca.



"Skończmy ten temat, dobrze?"



"Ale on jest ciekawy," zaprotestował Arik.



"Nie jest i już. Przynajmniej nie dla mnie," powiedział Kazuki.



"Hmmm czyżbym wyczuwał tu jakieś zaangażowanie emocjonalne?



Młodszy z Kruków już nie odpowiedział nic. Starszy jeszcze pare razy próbował drążyć temat jednak po nieudanych próbach dał spokój i resztę drogi do miasta upłyneło im w ciszy.




You need to be logged in to leave a review for this story.
Report Story